Plotka o rytualnym mordzie

  • 07.02.2020, 14:31
  • Oprac. Christoph Sottor
Plotka o rytualnym mordzie Niemiecka rycina z 1627 roku przedstawiająca rzekomy mord rytualny
Antyżydowski tumult w Ujeździe w 1841 roku.

Od starożytności do czasów współczesnych powtarzana jest legenda posądzająca Żydów o porywanie dzieci chrześcijańskich, młodych ludzi i ich rytualny mord w celu pozyskania krwi do macy (chleb przaśny). Te bezpodstawne oskarżenie wielokrotnie doprowadzało do pogromów na Żydach, samosądów, mordów. W kwietniu 1841 roku pogłoska o zamiarze rytualnego zabicia młodej dziewczyny o mało nie doprowadziła do tragedii w Ujeździe.

Historia jest znana tylko z notek prasowych z tego roku, pisały o niej gazety w całych Niemczech. Już 26 kwietnia (chyba za śląskimi gazetami) donosił o tym "Leipziger Allgemeine Zeitung" pod tytułem "Wahn und Wahrheit" ("Urojenia i prawda"), a 22 maja przedrukował ten artykuł "Allgemeine Zeitung des Judenthums" (Jg. 5 (1841) Heft 21 z 22. 05. 1841). Jeszcze wcześniej (14 maja) przedrukował artykuł "Kurier an der Donau" z bawarskiego Passau. Opisano tam pokrótce, co się wydarzyło w Ujeździe i w Raciborzu, gdzie miała miejsce podobna historia.

1 kwietnia 1841 roku jeden z żydowskich domów w Ujeździe przyjął na służbę młodziutką wiejską dziewczynę (chyba z którejś podujejskich wiosek). Już wkrótce służące z innych domów zapytały ją, czy słyszała o tym, co się wydarzyło w Damaszku. Opowiedziały jej to, co same słyszały i pewnie dodały sporo od siebie, z odpowiednim komentarzem. W 1840 roku, 6 tygodni przed świętem Paschy, w Damaszku zaginął kapucyn, ojciec Tomasso, ze służącym. Przełożony zakonu w Damaszku i francuski konsul wysunęli oskarżenia, że to Żydzi ich zabili, żeby mieć chrześcijańską krew do macy na święta. Władze tureckie oskarżyły kilku Żydów o te morderstwa i skazały na śmierć. W Damaszku i wielu innych miastach Orientu doszło do pogromów i mordów na Żydach.

Plotki o tych wydarzeniach podsyciły fantazję dziewczyny i podejrzliwość wobec swoich chlebodawców. Jej obawy wzrosły, gdy dzień przed świętem Paschy (środa 8 kwietnia; święto Pesach z wieczerzą sederową przypadało w 1841 roku na 9 kwietnia w Wielki Czwartek) w domu, gdzie pracowała, zjawili się liczni goście, wśród których był także rytualny rzeźnik nazywany Szojchet albo Szechter. Wieczorem tego dnia tenże rozpoczął przygotowania do rytualnego uboju zwierząt, zwanego "Szechita". Ubrał coś, co wyglądało jak sukienka dla umarłego, a na głowę włożył futrzaną czapkę. Powyciągał też noże mające służyć do zabicia zwierząt. Służącą odesłano do izdebki, w której nocowała. Ta jednak, przejęta strachem, uciekła z mieszkania i udała się do mieszkającego w tym samym domu (był to chyba któryś z domów na początku ul. Traugutta - wtedy Peiskretschamerstrasse - idąc od rynku, w pobliżu synagogi) żandarma i powiedziała mu, że jej pracodawcy chcą ją zabić, żeby mieć krew na ich święta.

Żandarma zaniepokoiła ta informacja, bo i on słyszał pogłoski, że Żydzi porywają i zabijają dzieci. Nie dało mu to spać i około 3 w nocy (już 9 kwietnia) zaczął budzić sąsiadów z informacją o zamiarach Żydów wobec dziewczyny. Zebrał się spory tłum, który najpierw udał się do skarbnika miejskiego, a z nim do burmistrza Augusta Schwidlinskiego (był burmistrzem Ujazdu do 1809 roku i od 1815 do 1836; od marca 1840 roku był ponownie burmistrzem po śmierci burmistrza Schwiebe; w 1845 roku musiał złożyć urząd po wystąpieniu z Kościoła katolickiego; zmarł na początku stycznia 1847 roku).

Zebrany tłum zażądał od burmistrza podjęcia policyjnych środków wobec Żydów (burmistrz nadzorował policję w mieście), którzy rzekomo mieli brać udział w spisku przeciwko młodej dziewczynie. Tłum domagał się pozamykania wszystkich Żydów i ich osądzenia. Podeszły wiekiem burmistrz wyśmiał te podejrzenia i odmówił podjęcia jakichkolwiek działań.

Tłum, nic nie wskórawszy u burmistrza, udał się do domu, gdzie mieszkał Sędzia Miejski Jarosch i chciał, żeby ten zajął się sprawą. Sędzia przesłuchał służącą, która oświadczyła, że jej chlebodawcy i jeden brodaty człowiek z warkoczykami (pejsy) próbowali ją zabić, ale im uciekła.

W Ujeździe nastawał już dzień. Na rynku zbierało się coraz więcej wzburzonych ludzi. Plotka krążyła od domu do domu i kto mógł, biegł na rynek przyłączyć się do masy ludzi. Dopiero teraz o wszystkim usłyszeli miejscowi Żydzi, obudzeni wrzawą pod ich oknami. Jako jedni z ostatnich dowiedzieli się o tym, co się dzieje, dlatego przezornie pozamykali drzwi i okna, i nie wychodzili na zewnątrz.

U Sędziego Miejskiego tłum też nic nie wskórał, więc niektórzy chcieli się siłą wdzierać do żydowskich domów, ale kilka trzeźwiejszych głów postanowiło zasięgnąć rady miejscowego proboszcza księdza Johanna Schneidera. Był to rozumny i wykształcony człowiek. Po wypytaniu służącej, stwierdził, że to wszystko wymysły i jej wybujała fantazja. Znał zwyczaje związane z żydowską Paschą i wiedział, że plotki o rytualnych mordach to nieprawda. Przemówił do rozsądku tłumu i przestrzegł, by nie zakłócał on ani żydowskiego święta, ani rozpoczynających się obchodów świąt wielkanocnych.

Tłum się uspokoił i rozszedł po domach, ale wieści o tym, co wydarzyło się w Ujeździe, rozeszły się po całym Górnym Śląsku - niektóre mocno zniekształcone. Pewnie rozpowiadano, że w Ujeździe doszło do rytualnego mordu. Taka plotka dotarła do Raciborza. Tu zaginęła służąca jednego żydowskiego kupca. 24 kwietnia burmistrzowi doniesiono, że Żydzi ją zabili przed świętami. Policja przeszukała dom i sklepy tego kupca. Rozpowiadano, że znaleziono zwłoki służącej z odciętą głową. Pod ratuszem zebrał się tłum, ale urzędnik ratusza im wyjaśnił, że w podejrzeniach o zabicie rytualne służącej nie ma krzty prawdy.

Obydwa wydarzenia, zainicjowane legendą o porywaniu chrześcijan przez Żydów i ich rytualnym mordzie, "rozeszły się po kościach" i nie doszło do pogromu, ale nie zawsze tak było. Od XIII wieku fanatykom religijnym i nienawidzącym Żydów plotka dawała powód do oskarżeń i pogromów. Do dziś jeden z kościołów w Sandomierzu szczyci się obrazem z 1710 roku, pokazującym rytualny żydowski mord na dzieciach chrześcijańskich. W 1945 roku plotka ta doprowadziła do pogromu w Kielcach i w 1946 roku do trzech pogromów na Węgrzech.

W przeszłości Górny Śląsk omijały pogromy żydowskie. Wyznawców judaizmu było tu niewielu. Wypędzano ich, ale z innego powodu. Np. z Ujazdu wypędzono Żydów ok. 1655 roku i dopiero od 1780 roku władze pruskie zezwoliły na ich osiedlanie się w mieście. Powstała gmina żydowska, która w 1825 roku liczyła 176, w 1843 roku - 157 osób. W 1822 roku założono cmentarz żydowski, a w 1828 roku zbudowano w Ujeździe synagogę. Ze względów ekonomicznych i nieprzychylnego stosunku miejscowej ludności, do końca XIX wieku większość Żydów opuściła Ujazd. Z dniem 1 stycznia 1908 roku rozwiązano gminę żydowską. Synagogą sprzedano i zamieniono na magazyn. Ostatni Żydzi opuścili Ujazd w latach 20. XX wieku.

Oprócz wydarzeń w Ujeździe i w Raciborzu z 1841 roku, które są prawie nieznane, w końcu XIX wieku antyżydowska propaganda rozpowszechniła ponownie plotkę o rytualnych mordach. W kilkunastu miastach górnośląskich doprowadziła ona do wystąpień antyżydowskich w latach 1898-1901 (Chorzów, Mysłowice, Szopienice, Kluczbork). W 1898 roku podobna historia do tej ujazdowskiej miała miejsce w Wielowsi koło Pyskowic.

Oprac. Christoph Sottor

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe