Z uśmiechem trzeba przyjść do pracy

  • 01.05.2021, 14:23
  • My z covidowego
Z uśmiechem trzeba przyjść do pracy fot. My z covidowego Renata Popiel
Rok temu szpital w Kędzierzynie-Koźlu został przekształcony w jednoimienny szpital zakaźny - covidowy. Jego pracownicy musieli zmierzyć się z nieznaną chorobą, nowymi procedurami. O swoich przeżyciach opowiedzieli w ramach projektu "My z covidowego", realizowanego przez dziennikarzy Agnieszkę Pospiszyl i Adama Liszkę. W tym numerze publikujemy kolejną relację z pierwszej linii frontu walki z pandemią. Publikujemy relację Renaty Popiel, salowej na oddziale zakaźnym.

Przychodzimy na szóstą do pracy, przebieramy się i idziemy na górę, na swój oddział. Oddział neurologii - covidowy. Pierwsze sale, czyli dyżurka pielęgniarska, lekarska, sala z lekami. Potem czekamy, aż personel, który się szykuje, czyli pielęgniarki, lekarze, opiekunki medyczne, rehabilitanci, wejdą na oddział. Po godzinie wchodzimy za nimi, żeby po prostu posprzątać, czyli pozbierać po posiłkach, powycierać stoliki, szafki, zlewy, wyczyścić toalety. Potem zbieramy materiał skażony i szykujemy do oddania. Pościel wkładamy do worków przezroczystych, potem się je pakuje do worków czerwonych. Tak samo w podwójne worki zbieramy materiał skażony, czyli po posiłkach i po toaletach. Wszystko jest szykowane dla personelu, który przychodzi i to odbiera.

Mimo, że tyle wytrwałam i się nie zaraziłam, strach jest do dzisiaj. Trzeba pilnować, trzeba dezynfekować, zmieniać rękawiczki. Dezynfekcja przede tego co dotykają pacjenci. No i oczywiście pilnowanie, jeszcze raz pilnowanie.

Dezynfekcja wszystkich szafek, klamek, poręczy łóżek, barierek czy stojaków. Potem jest mycie podłóg. Na każdą jedną salę, na którą wchodzimy, jest zmiana rękawiczek.

Gdy wychodzimy, to jakbyśmy były po prysznicu. Ale dajemy radę. Musimy. Trzeba rano się dobrze nastawić i z uśmiechem na ustach przyjść i powiedzieć: to jest nasza praca. Ciężka praca, którą wykonujemy, ale jest wielu pacjentów, którzy nam dziękują za to, są wdzięczni, że jesteśmy, że ich wspieramy, że usłyszą dobre słowo.

Byli tacy, którzy mieli duże problemy z oddychaniem. Patrzył człowiek na nich i widać było, że są w ciężkim stanie. Było żal wchodzić i patrzeć. Aż się łzy cisnęły do oczu. Teraz jest lżej, ale nadal zdarzają się takie ciężkie przypadki.

Przeraża mnie to, że większość ludzi twierdzi, że tej choroby nie ma. Że to ktoś sobie wymyślił następną grypę, że zwykła choroba, którą się przechodzi, jak zapalenie płuc czy zapalenie oskrzeli. Jeśli ktoś tego nie przeszedł, nie doświadczył, to nie wyobrazi sobie jakie spustoszenie robi Covid-19....

My z covidowego

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe