Lekarz Stanisław Skubis: takich pożegnań było kilkanaście, kilkadziesiąt...

  • 01.04.2021, 15:31
  • Źródło: My z covidowego
Lekarz Stanisław Skubis: takich pożegnań było kilkanaście, kilkadziesiąt...
Stanisław Skubis od 5 lat pracuje na oddziale wewnętrznym. Od roku 2020 jest kierownikiem oddziału covidowego – wielospecjalistycznego dla pacjentów zarażonych SARS-CoV-2

Totalne zaskoczenie. Pierwsza myśl: jak sobie z tym poradzimy? Jak się przygotujemy? Były tylko 4 dni. Informacja była bardzo pilna, dużo rzeczy do wykonania w trybie natychmiastowym. Inne myśli przyszły dopiero po zakończeniu pracy, w środę wieczorem i w kolejnych dniach.

Każdy się bał. Nikt chyba sobie nawet nie próbował sobie wyobrazić, jak to będzie funkcjonowało. Każdy się bał o siebie, o rodzinę. Refleksja dopiero przyszła po kilku dniach funkcjonowania, w momencie gdy pojawili się pierwsi pacjenci. Jakie są zagrożenia? Co nas może czekać? Do pierwszych dni – poniedziałku, wtorku – tak naprawdę nikt sobie nie zdawał sprawy z tego, jak to będzie wyglądało. Jakie konsekwencje dla nas wszystkich – dla rodzin, dla szpitala – to za sobą pociągnie?

Po kilku dniach zaczęliśmy się organizować, planować wszystko, układać sobie pracę.

Dwa takie trudne momenty były. Pierwszy moment to właśnie dni przygotowania do otwarcia szpitala. Nie mieliśmy żadnego wsparcia merytorycznego. Dostaliśmy decyzję o przekształceniu, natomiast nie mieliśmy nikogo, od kogo mogliśmy się uczyć. Musieliśmy do wszystkiego dochodzić sami. Drugi taki moment, to była druga fala epidemii. Napór pacjentów był tak duży, że przestawaliśmy sobie dawać radę. Brakowało miejsc, brakowało czasu, brakowało personelu… Było bardzo trudno. To było funkcjonowanie z dnia na dzień.

Powiem o najgorszym okresie: październik i listopad. Mieliśmy oddział liczący 120 łóżek, podlegający pod jeden zespół. Oddział podzielony był na 4 odcinki. Mieliśmy jeden zespół lekarski i cztery zespoły pielęgniarskie na poszczególnych odcinkach. Musieliśmy się rotować w tym jednym zespole liczącym czasem 10, czasem 9, czasem 11 osób. Pracy było bardzo dużo. To była praca na granicy możliwości. Od 8 godzin, tak jak normalnie się pracuje, do 12 godzin. Plus dyżury. Licząc czas pracy wychodziło powyżej 300 godzin miesięcznie spędzanych w szpitalu.

Druga fala się różniła od pierwszej. W drugiej fali trafiali pacjenci w stanie ciężkim. Trafiali pacjenci z licznymi dodatkowymi schorzeniami. Tych zakażeń było nieproporcjonalnie dużo w porównaniu z pierwszym okresem. Oni nie wymagali tylko leczenia stricte covidowego, natomiast wymagali leczenia wielospecjalistycznego wszystkich pozostałych schorzeń.

Służba zdrowia stała się niewydolna. Oddziały ogólnie dostępne specjalistyczne w dużej mierze przestały funkcjonować. Brakowało miejsc i wszyscy pacjenci, nawet podejrzani, byli kierowani do nas. Nie da się tego opisać. Maksymalnie mieliśmy 117 pacjentów pod opieką, łącznie z pacjentami podłączonymi do respiratora.

Pacjenci krążyli między szpitalami. Mieliśmy pacjentów ze świętokrzyskiego, dolnośląskiego, śląskiego, małopolskiego…

Młodzi ludzie, w pełni sprawni, aktywni zawodowo i nagle z dnia na dzień wali im się życie. Ciężki przebieg choroby. Wychodzą ze szpitala, natomiast pozostają osobami niepełnosprawnymi. Pacjenci również zdrowi, w różnym wieku, aktywni, i nagle gwałtownie zachorują i choroba źle się kończy. Zupełnie niespodziewana sprawa. Nikt nie spodziewa się, że nie wrócą ze szpitala. Dla rodziny to jest szok. Tu nawet nie chodzi o samego pacjenta, ale o rodzinę.

Brak możliwości komunikacji rodzin z pacjentami, którzy trafiają do szpitala często nie mając ze sobą telefonu komórkowego, nie mają jak porozmawiać z rodziną. Zaopatrzyliśmy się w takie telefony. Czasami włączaliśmy video rozmowy, łączyliśmy się z rodzinami, bo to był jedyny sposób, żeby mieli kontakt. Panie pielęgniarki robiły zdjęcia. Takich pożegnań było kilkanaście, kilkadziesiąt…

Źródło: My z covidowego

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe