Łosie, muflony i inne zwierzaki

  • 16.12.2020, 09:35
  • MM
Łosie, muflony i inne zwierzaki Pixbay Muflony do prawidłowego funkcjonowania potrzebują skalistego podłoża. U nas takiego nie ma

Ostatnio nasz Czytelnik donosił nam, że w lasach na pograniczu gmin Kolonowskie i Jemielnica zauważył łosia. Łosie to zwierzęta wędrujące na duże odległości, faktycznie jakiś mógł do nas zawitać, ale jak przekonują leśnicy, nie zagrzeje tu miejsca zbyt długo. Łosie lubią tereny podmokłe, a nasze lasy należą do suchych.

Artykuł o łosiu wywołał spore zainteresowanie. Jeden z Czytelników przekazał nam, że jego 90-letni ojciec pamięta, że w latach powojennych w okolicznych lasach można było spotkać muflony. Senior wspomina, że muflony miały zostać tu wypuszczone na życzenie jednego z wysoko postawionych urzędników Trzeciej Rzeszy, który chciał u nas polować.

Nie sposób potwierdzić te informacje. Wiadomo jednak na pewno, że muflony żyły w zwierzyńcu hrabiego Andrzeja Renarda, który obejmował 4850 hektarów lasów. Hrabia częściowo ogrodził ten ogromny teren, ciągnący się od Wierchlesia po Małą Panew i od Osieka po Zawadzkie. Było tu wiele zwierzyny łownej naturalnej, ale też sprowadzonej: muflonów i danieli. Te drugie można spotkać do dziś. Muflonom trudno przetrwać w naszych warunkach, ponieważ potrzebują one twardego, skalistego podłoża, na którym mogą ścierać racice. Zbyt duży rozrost racic utrudnia tym zwierzętom poruszanie.

Wśród naszych Czytelników pojawiły się głosy, by powrócić do idei rezerwatu.

- Czy władze okolicznych gmin nie mogłyby zmodyfikować swojej strategii w ten sposób, aby wspierać lokalne władze lasów w reintrodukcji wyginiętych gatunków - zastanawia się pan Paweł. - Na przykład głuszec to wielkie ptaszysko, które wyginęło w latach 1960 u nas. Cietrzew też. Rysie zniknęły za czasów niemieckich. To samo żbiki - wylicza. - Może gminy powinny wspierać finansowo i lobbować za reintrodukcją wyginiętych zwierząt. Mamy miejsce w naszych wielkich lasach wokoło Zawadzkiego, Kolonowskiego i Jemielnicy. Gdyby powróciły te gatunki, to lasy przyciągałyby turystów, którzy wybieraliby się na coś w rodzaju europejskiego "safari" - sugeruje mężczyzna.

Pomysł sztucznego przywracania gatunków nie zawsze się sprawdza. Przykładem mogą być bobry, które chronione przez człowieka rozpleniły się tak, że dziś wiele osób zaczyna je traktować jak szkodniki. A nadal są pod ochroną.

Zdaniem wiceburmistrza Kolonowskiego Konrada Wacławczyka, przyroda sama sobie poradzi.

- Uważam, iż w przyrodę i jej rozwój najlepiej jak najmniej ingerować, gdyż jak pokazuje historia, ingerencja człowieka nie zawsze przynosi dobre skutki - mówi Wacławczyk. 

Planów reintrodukcji gatunków nie ma też Nadleśnictwo Zawadzkie. Jak dowiedzieliśmy się od pracowników nadleśnictwa, a może to potwierdzić wielu naszych mieszkańców, okoliczne lasy obfitują w zwierzynę różnych gatunków. Są grupy, które wręcz skarżą się na ich nadmiar: rolnikom zwierzęta niszczą uprawy, kierowcom wyskakują pod auta. Spotkać sarnę, jelenia, lisa, czy zająca, szczególnie po zmroku, nie jest niczym nadzwyczajnym.

Dowodem, że natura znakomicie radzi sobie sama może być fakt pojawienia się u nas ostatnio wilków. Chyba jeszcze nikt nie widział ich na żywo, ale łapią je fotopułapki, widać też ślady ich żerowania. Wilków nikt nie zapraszał, ale same znalazły sobie u nas dobre warunki do życia. Inne zwierzaki, jeśli będziemy dbali o środowisko, nie będziemy zaśmiecać lasu, rzeki, też się może skuszą...

MM

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe