Cukierki na kwarantannie

  • 09.09.2020, 08:07
  • Martyna Mirek
Cukierki na kwarantannie

Nowy rok szkolny budził wiele obaw i kontrowersji spowodowanych trwającą pandemią i zasadami bezpieczeństwa, które ona wymusza. Póki co każda placówka podeszła do tematu trochę inaczej, o czym w ubiegłym tygodniu informowali nas rodzice i uczniowie.

Organizacja pracy

Nowa szkolna rzeczywistość okazała się niełatwa i momentami zaskakująca. 1 września w szkole w Staniszczach Małych spotkanie inaugurujące naukę zorganizowano od razu po mszy, w kościele, gdyż szkoła nie ma wystarczająco dużej sali, aby bezpiecznie pomieścić wszystkich. W Kolonowskiem i Zawadzkiem rodzice w deszczu pod parasolami stali na szkolnym podwórku, czekając, aż ich dzieci wyjdą z powitalnych spotkań.

W szkołach, gdy tylko to możliwe, przydzielono klasy do pomieszczeń, by dzieci nie przemieszczały się bez potrzeby po szkole. W młodszych klasach, gdzie prowadzone jest nauczanie zintegrowane, to wychowawcy planują przerwy - tak by dzieci z innych grup nie spotykały się ze sobą.

W niektórych szkołach podzielono korytarze, organizując ruch prawostronny, by dzieci na siebie nie wpadały: tak jest na przykład w Staniszczach Małych i strzeleckiej siódemce. W Zawadzkiem szkołę, która od zeszłego roku mieści się w dwóch budynkach: podstawówki i byłego gimnazjum, podzielono na części. Klasy 1-3 zajmują pierwsze piętro, 4-5 - drugie, a 6-8 - budynek byłego gimnazjum. Uczniowie mogą się spotkać tylko na boisku, które też podzielono na dwie strefy: dla młodszych i starszych.

Nie w każdej szkole dzieci siedzą w ławkach pojedynczo.

- Od miesięcy każe nam się wpajać dzieciom, że mają zachować dwumetrowy dystans na ulicy od innych osób, a w szkole siedzą ze sobą łokieć w łokieć - co za niekonsekwencja! - mówi jeden z opiekunów z gminy Zawadzkie. - Skoro nie ma pojedynczych ławek, powinno się to jakoś inaczej rozwiązać, nawet skrócić lekcje i podzielić klasy. Dzieci są bezobjawowymi nosicielami, kto poniesie konsekwencje, jeśli ktoś zachoruje? - pyta mężczyzna.

Aby uniknąć tłoku na korytarzach i w ławkach, niektóre szkoły chciały wprowadzić nauczanie hybrydowe - planowała to np. największa placówka w powiecie - Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Strzelcach. Z pomysłu ostatecznie zrezygnowano - obecne zalecenia ministerstwa edukacji i sanepidu są takie, że dopóki nic się nie dzieje, szkoły powinny działać normalnie.

Maseczki i dezynfekcja

W większości szkół wprowadzono nakaz noszenia maseczek w częściach wspólnych, czyli na korytarzach czy w toaletach, ale na przykład w szkole podstawowej w Kolonowskiem ustalono, że twarze mają być zasłonięte przez cały czas. Przyłbice dla uczniów mają być zakupione ze środków rady rodziców, co nie wszystkim się podoba. W części placówek, na przykład w Jemielnicy i w szkole nr 7 w Strzelcach, nauczyciele noszą maseczki bądź przyłbice także podczas lekcji.

W Zawadzkiem dzieci z klas 1-3 nie noszą w ogóle maseczek, ale też nie spotykają się z innymi uczniami, bo nie wychodzą na przerwy o stałych porach. Starsi uczniowie zakładają osłony twarzy w częściach wspólnych.

W niektórych placówkach wprowadzono obowiązkową dezynfekcję rąk przy wejściu do placówki. Tak jest między innymi w Jemielnicy. 2 września ustawiła się tam długa kolejka do drzwi, gdyż każdy podchodził pod automat z podajnikiem płynu, który uruchamia się po wykryciu dłoni pod spryskiwaczem. Trwało to zdecydowanie zbyt długo. Drugiego dnia w drzwiach szkoły stanęła pracownica ze spryskiwaczem, która szybciej i sprawniej psikała ręce uczniów. Dezynfekcji rąk nie zaleca się u młodszych uczniów w szkole w Staniszczach Małych. Tam, ze względu na obecność silnych substancji chemicznych w płynach i wiążące się z tym ryzyko podrażnień, dzieci mają myć ręce wodą z mydłem, a w plecakach mieć chusteczki antybakteryjne - w razie potrzeby.

W salach, gdzie uczniowie się zmieniają, takich jak pracownie informatyczna czy sala gimnastyczna, po grupach prowadzona jest dezynfekcja. W Zawadzkiem także nauczyciele pomagają obsłudze w dezynfekcji sprzętu sportowego po każdej klasie.

Słodki problem

Wytyczne epidemiczne utrudniają także organizację uczniowskich urodzin, przy okazji których zawsze częstowało się kolegów cukierkami. Teraz w części szkół i przedszkoli jest to zakazane. Wiemy, że w niektórych placówkach w gminie Strzelce znaleziono rozwiązanie: słodycze można dostarczyć do placówki na 3 dni przed świętem. Łakocie schowane w szafce przejdą 72-godzinną kwarantannę i bez obaw będą mogły być wręczone dzieciom przez wychowawcę.

Z braku precyzyjnych wytycznych każdy z dyrektorów działa tak, jak uważa za słuszne, a jakie będą tego skutki - czas pokaże.

Zgodnie z danymi Ministerstwa Edukacji, w piątek 4 września w normalnym stacjonarnym trybie pracowało w Polsce blisko 48,5 tys. przedszkoli, szkół i placówek oświatowych, co stanowi 99,84% wszystkich tego typu podmiotów. Tryb mieszany wprowadziły 22 placówki, czyli 0,05%, tryb zdalny - 0,11% wszystkich placówek.

 

Martyna Mirek

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Tomasz K
Tomasz K Wczoraj, 12:53
Przecież to jawna kpina z ludzi... Cukierki na kwarantannie. Ktoś zastanowił się nad wprowadzanymi procedurami? Nauczyciele w szkołach powinni być wzorem inteligencji i rozsądku. Takie decyzje powodują, że wyglądają na idiotów!

Pozostałe