Wielka niewiadoma

  • 11.08.2020, 13:58
Wielka niewiadoma

Mamy polski samochód elektryczny o nazwie „Izera”. To znaczy mamy za sobą jego premierę, po której dowiedzieliśmy się właściwie tylko tego jak wygląda. Zanim trafi na nasze ulice, jeszcze wiele może się wydarzyć.

Technologia i wzornictwo

Kilka podstawowych faktów. Izera ma mieć możliwość przejechania do 400 km na jednym ładowaniu, które dokonać będzie można zarówno w domu, jak i na stacjach szybkiego ładowania. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h ma mieścić się w 8 sekundach, co jest całkiem przyzwoitym wynikiem. Pojazd wyposażono w zaawansowane systemy wspomagania kierowcy: ESC – system stabilizacji toru jazdy, FCW – ostrzeżenie przed zderzeniem, BSW – system wykrywania martwego pola i TSR – wykrywanie znaków drogowych.

Zaprezentowano dwa modele pojazdu – Hatchback i SUV (choć ten drugi tylko z zewnątrz, bo wnętrze jest jeszcze w fazie projektowania). Samochody prezentują się miło dla oka, co nie powinno dziwić, skoro wyszły z desek kreślarskich studia designerskiego z Turynu, które pracuje dla największych gigantów motoryzacyjnych.

Ambicje i kontrowersje

Spółka ElectroMobility Poland, powołana specjalnie po to, by wyprodukować polski samochód elektryczny, ogłosiła plany sprzedażowe Izery. W pierwszym roku produkcji (czyli od III kwartału 2023 roku) ma to być 60 tysięcy pojazdów. Potem sprzedaż ma ustabilizować się na poziomie 100 tysięcy aut rocznie. Zdaniem Związku Dealerów Samochodowych, tak duża sprzedaż jest niewykonalna bez sieci dystrybucji.

Kolejnym problemem jest cena, której po prostu jeszcze nie znamy. Można jednak przypuszczać, że jak w przypadku każdego samochodu elektrycznego, ma być dużo wyższa od ceny auta spalinowego.

Rozwiązaniem obu tych problemów ma być zupełnie inne podejście do sprzedaży polskich elektryczniaków. Otóż pojazd będzie można kupić wyłącznie przez internet i to tylko w systemie ratalnym. Zamysł jest ciekawy. Samochody elektryczne są zdecydowanie droższe przy zakupie i dużo tańsze w eksploatacji. Ratalny system ma spowodować rozłożenie kosztów tak, żeby zakup auta elektrycznego był możliwy dla każdego. Tym bardziej, że miesięczna rata za kupno Izery obejmie nie tylko koszt samochodu, ale też jego ładowania.

To nie koniec kontrowersji. Nie istnieje jeszcze fabryka, w której Izery będą wytwarzane. Wiadomo tyko, że powstanie na Śląsku. Nie wiadomo także, jakie części i przez kogo produkowane znajdą się pod maską pojazdu. Póki co nie wydaje się, żeby polska myśl techniczna miała w konstruowaniu tego pojazdu decydujący udział.

Na chwilę obecną cały projekt polskiego elektryczniaka to raczej mgliste obietnice niż twarde fakty. Prototypy miały pojawić się już przed dwoma laty, więc można spodziewać się dalszych opóźnień. Trzeba jednak trzymać za Izerę kciuki, bo jeżeli plany wejdą w życie, to w samej fabryce pracę znajdzie 3 tysiące ludzi, a w powiązanych sektorach – nawet 12 tysięcy pracowników.

 

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe